Koń by też pisał wiersze,
gdyby mu dać sto złotych,
też miałby aspiracje,
ambicje i tęsknoty;
co mówię? nawet wielbłąd
gwizdnąłby na pustynię,
gdyby mu, jak Boyowi,
dać przednich wódek skrzynię;
i nawet nietoperze,
które wiszą na głowie,
pisałyby komedie -
a cóż dopiero człowiek?
Ty więc, o Muzo moja,
rymem mnie słodkim natknij -
możem ja tu nie pierwszy,
aleć i nie ostatni!
Umiem i metr wyszukać,
i uśpić rym przy rymie,
puent mam tyle w głowie,
ile jest śniegu w zimie;
a jakie miewam wizje,
koncepcje, problematy!
W ogóle: bardzo dziwne,
że nie jestem bogaty;
toć jednym aforyzmem
mógłbym spalić Warszawę;
gdybym się rodził w Anglii,
byłbym Bernardem Shawem.
Więc jakże tu nie pisać,
więc jakże! panie złoty...
Koń by też pisał wiersze,
gdyby mu dać sto złotych.
Już się wezyscy zgodzili:
szwagier, ciocia, teść,
że w niedzielę najmilej
po tym moście się przejść,
a ja mówię do Zośki,
że też zgadzam się z tym -
i na Śląsko Dąbrowski
co niedziela jak w dym:
Wisła płynie, płynie, płynie,
pod mostami srebrzy się.
a wiatr gra na okarynie
dla kochanej rzeki swej;
chodzi słońce po wiklinie,
błyska słońce znów i znów;
Wisła płynie, płynie, płynie
jak melodia do twych słów.
Mnie nie trzeba za wiele,
taki jestem od lat:
trochę słońca w niedzielę,
żeby słońce i wiatr;
lubię patrzeć z uśmiechem,
lubię w dal i na wprost,
lubię z mostu na rzekę,
lubię z rzeki na most:
chodzi słońce po wiklinie,
błyska słońce znów i znów;
Wisła płynie, płynie, płynie
jak metodia do twych słów.
Pod Krakowem - przez wioskę,
pod Toruniem - przez las;
nie najlichsza - Pod Płockiem,
nie najbrzydsza - gdzie Gdańsk;
gada falą złotawą,
taką znaną - jak twarz;
ale tu, pod Warszawą,
jak pod sercem ją masz:
Wisła płynie, płynie, płynie,
pod mostami srebrzy się,
a wiatr gra na okarynie
dla kochanej rzeki swej;